mu nie uwierzył.
Marek mówi, że zadał jej pytanie i – po nadzwyczajnie długiej przerwie – otrzymał odpowiedź.
— Teoria jest prawdziwa — tłumaczy. — Kiedy umierasz, to naprawdę znikasz z rzeczywistości i przestajesz istnieć do czasu, aż wszechświat powstanie na nowo. Miną eony, ale z twojej perspektywy to będzie jak mrugnięcie.
W końcu zaczynam rozumieć, na czym to polega.
— Byłeś kiedyś pod narkozą? — pyta Marek.
— Tak — odpowiadam.
— No to wiesz, jak to wygląda. Patrzysz na pielęgniarkę, a potem teleportujesz się na salę pooperacyjną. Dla ciebie to jak sekunda, ale w rzeczywistości ucieka ci kilka godzin.
Jego wyjaśnienia przerażają mnie i fascynują jednocześnie.
— Więc po prostu odradzam się za każdym razem na nowo? — pytam.
— Nie do końca. Te iteracje dzieją się w nieskończoność. Nie można stwierdzić, ile ich już minęło, ale liczba sama w sobie nie ma znaczenia. Istotne jest to, że prędzej czy później następuje każda możliwa kombinacja. Jak z losowaniem lotto, przy odpowiedniej ilości losowań wypadnie każde możliwe ułożenie piłeczek, nawet od jeden do sześć.
— Po kolei? — pytam. — Było kiedyś takie losowanie?
— Tak — odpowiada po chwili. — I wbrew pozorom, szansa na to jest taka sama, jak przy każdej innej kolejności.
— Niemożliwe — mruczę pod nosem.