Ziterowani — strona 28 z 40

miejscu do mety. Wygrana ta była jednak niezasłużona. Ja tego nie dokonałem. Zostałem wrzucony w ten los przez swoją nieudolność, a nie zaradność. Moja żona nie była tak naprawdę moją żoną, a moja córka nie była moim potomstwem. Nie zapomniałem o swojej alternatywnej przeszłości i nie dawało mi to spokoju. Z każdym kolejnym dniem mój początkowy entuzjazm powoli ze mnie uciekał. Pojawiły się pierwsze zgrzyty i nieporozumienia. Pierwsze zmęczenie, rezygnacja i zirytowanie. Z każdym kolejnym wrzaskiem Marceliny, kolejną awanturą z Malwiną i kolejnym nudnym zleceniem w pracy zaczynałem być przytłoczony moim nowym, teoretycznie szczęśliwym zakończeniem. To nie było tak naprawdę moje życie. Nie zasłużyłem na to wszystko. To nie była taka druga szansa, jakiej potrzebowałem. Chciałem zacząć od nowa, ale nie w taki sposób. Spróbować odbudować swoje stare, gówniane życie własnymi siłami, na własnych warunkach. Na to już było jednak za późno.

Bartek unika mnie w pracy. Skończyło się klepanie po plecach i wspólne żarty. Pewnie obawia się, że go wydam albo skarcę za zdradzanie żony. Przez to znowu zostałem sam ze swoimi problemami, tak jak za starych, sam już nie wiem jakich czasów.

Dni robią się coraz bardziej męczące. Ciągłe walki z Malwiną i Marceliną, nudna praca, brak motywacji. Życie straciło resztki smaku. Mam wrażenie, że stałem się więźniem, a moją celą jest cały świat.

Dni przelatują mi przez palce. Staram się utrzymywać na powierzchni, ale idzie mi coraz gorzej. Jak na ironię, zaczynam marzyć o starym