Ziterowani — strona 7 z 40

konkluzja. Choć staram się uciekać od tego jak najdalej, powoli dociera do mnie, że jednak popełniłem ogromny błąd.

Kiedyś byłem wolnym człowiekiem i mogłem robić, co tylko chciałem. Mieszkałem w skromnej, ale przytulnej kawalerce. Miałem dla siebie całe dwadzieścia trzy metry kwadratowe. Zamiast budzić się za pięć siódma, wstawałem na ogół po dziesiątej. Zamiast włosów Malwiny, po przebudzeniu widziałem stertę porozrzucanych ubrań. Na śniadanie jadłem płatki z zimnym mlekiem albo kanapki. Dzień zazwyczaj spędzałem w domu, przed komputerem, tworząc projekty stron internetowych dla szemranych klientów.

Wieczorami kończyłem na ogół przed telewizorem, z czteropakiem taniego piwa, oglądając filmy albo słuchając podkastu o niewyjaśnionych zjawiskach.

— Witamy was, drodzy słuchacze, w Stanach Nieokreślonych — mówił prezenter.

Jego słowa wywoływały w moim ciele falę ciepła. Wiedziałem, że będę mógł na godzinę lub dwie oderwać się od ponurej rzeczywistości.

— Podobno istnieje komputer, wyjątkowa maszyna, która jest w stanie udzielić odpowiedzi na każde pytanie — stwierdził prowadzący, rozpoczynając tym kolejny odcinek po dłuższej przerwie.

Ciekawe, czy jest na tyle mądra, by poskładać moje życie do kupy? — zapytałem w myślach.

Mijały dni, tygodnie i miesiące. W międzyczasie moi znajomi zaczęli powoli znikać z radaru. Ten się ożenił i przeprowadził, ten wyjechał za granicę, a ten rozpił i gdzieś