wszystko się zaczęło i — mam nadzieję — zakończy.
Budzę się zlany potem. Płytki oddech nie jest w stanie dostarczyć do płuc wystarczającej ilości tlenu. W głowie cyklon myśli. Zalewa mnie fala nowych wspomnień. Część ze starych rozmywa się w powietrzu. Początek roku szkolnego. Ja i Michał. Dwaj najlepsi kumple. Ja i Malwina. Nierozłączna para. Wszystko po staremu, a jednak niby na nowo, w odświeżonej odsłonie. Remake mojego fałszywego życia. Jestem w sypialni. Starej sypialni, to znaczy, tej nowej, razem z Malwiną. Na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło. Nie rozumiem. Nie tak to miało wyglądać. Chciałem wszystko zmienić, to znaczy, przywrócić to, co było kiedyś. Chciałem znowu być samotny i nieszczęśliwy, byleby Michał wrócił do żywych.
Budzi mnie Malwina.
— Wstawaj — mówi, ciągnąc mnie za stopę.
Przekręcam się na drugi bok, ale żona nie daje za wygraną. Tak bardzo chciałbym pospać do południa. Niestety to już nieosiągalne. Przez zasłony do sypialni wpadają pierwsze promienie słońca i lądują prosto na mojej twarzy, ostatecznie mnie rozbudzając.
Wstaję i ruszam do łazienki. Myję zęby. Słyszę, jak w pokoju Malwina robi śniadanie dla naszej córki. Brzmi pogodnie. Nie słychać żadnych wrzasków ani marudzenia. Może chociaż to się zmieniło. Uśmiecham się w lustrze. Dawno nie widziałem siebie zadowolonego.
Nagle jednak czuję przerażenie.
A jeśli rzeczywiście tak jest? Jeśli mogę w ten sposób zmienić