mnie z równowagi. Stałem się odrętwiały.
Malwina wynurza się z sypialni. Wygląda na przybitą. Nie mam pojęcia, o co jej znowu chodzi. Patrzy na mnie mrużąc oczy. Pytam, co się dzieje.
— Pamiętasz Michała? Tego z liceum.
Serce nagle wariuje mi w piersi.
— Tak, pamiętam. A o co chodzi? — pytam lekko zdenerwowany.
Oczy Malwiny wypełniają się łzami.
— Nie żyje — odpowiada, pociągając nosem. — Wpadł pod pociąg.
Czy to był wypadek? Wątpię. Czuję, że zrobił to z premedytacją. Myśl o tym wywołuje jednak ciarki na moich plecach, bo nie jestem pewny, czy udało mu się powrócić. Tym razem nie skoczył.
Patrzę na jego rodziców, szlochających nad zamkniętą trumną. Stoimy tu wszyscy: ja, Malwina i nasi znajomi z liceum, których tak naprawdę prawie wcale nie znam. Wszyscy wyglądają na kompletnie zdewastowanych. Większość z nas przeżywa po raz pierwszy śmierć kogoś w naszym wieku, a do tego znajomego. Patrzą z niedowierzaniem na wieko dębowej trumny i odtwarzają w głowach wspólne chwile ze szkoły, które w mojej przeplatają się z czasami samotności. Pamiętam go inaczej niż wszyscy. Nasza historia jest znacznie dłuższa. Wręcz nieskończona.
Czy on czuł się tak samo, kiedy stał nad moim grobem? Czy też chciał to jakoś odkręcić? Uciec z rzeczywistości, w której mnie już nie ma?
Nagle rozumiem go jak nigdy wcześniej.