na to, że jednak przesadził z drinkami. Nie chciało mi się tego słuchać. Poprosiłem, by przestał gadać, ale on upierał się, że to prawda. Skoczył i dokładnie pamiętał, jak leciał w dół wąwozu, a potem się obudził, jakby to był kolejny, zwykły dzień.
— Przyśniło ci się pewnie — stwierdziłem, starając się uratować tę rozmowę. Czułem jednak, że nie ma już sensu dalej gadać. Byliśmy zbyt nawaleni.
— Tak też pomyślałem — wyjaśnił. — Nic się przecież nie zmieniło. Przynajmniej ja nic nie zauważyłem. Moje życie było tak samo gówniane, jak wcześniej. Nadal było mi wszystko jedno, z tą różnicą, że już się nie bałem skoku. Po kilku dniach znowu poszedłem na most. Tym razem jednak pomyślałem, że chcę się obudzić w szkole średniej. Na samym początku, najlepiej przed rozpoczęciem, żeby móc wszystko zmienić. Zrobiłem krok do przodu, a potem... przeniosłem się w czasie.
Tego było już za wiele. Nie wiedziałem, czy Michał robił sobie ze mnie jaja, czy mu totalnie odbiło. Miałem to w sumie gdzieś. Wyciągnąłem z kieszeni zmięte pięćdziesiąt złotych, rzuciłem je na blat i wyszedłem chwiejnym krokiem z lokalu.
Następnego dnia obudziłem się z potężnym kacem. Poranek spędziłem w łazience, wywalając z siebie resztki poprzedniego wieczora. Przypominając sobie, co gadałem Michałowi, zrobiło mi się głupio. Te wszystkie żale i rozterki. Ten płacz nad własnym losem. Aż mnie skrzywiło na myśl o tym. Poczułem, że w końcu dotknąłem dna. Kompletnie się zbłaźniłem i ostatecznie straciłem te okruchy godności, które tak bardzo chciałem zachować.