chwilę mnie zatkało. Nie rozumiałem, o czym on gadał. Nigdy w życiu na pewno nie był w takiej sytuacji, co ja. Poprosiłem więc, by wytłumaczył, co dokładnie miał na myśli.
— Też kiedyś zmarnowałem swoje życie — odpowiedział z lekkim oporem, jakby nie chciał mi zdradzać jakiegoś sekretu.
— Ale przecież nie zmarnowałeś go. Jesteś w zajebistym miejscu. O czym ty gadasz?
Uśmiechnął się.
— Tak, ale dotarłem tam dopiero za drugim razem.
Popatrzyłem na niego, starając się utrzymać w pionie chodzącą na boki głowę. Nie rozumiałem, co do mnie mówił. Zacząłem się zastanawiać, czy był już tak mocno nawalony, czy to ja straciłem kontakt z rzeczywistością.
— Czyli, że co? — bełkotałem. — Dostałeś drugą szansę?
— Tak — odpowiedział, patrząc mi z powagą prosto w oczy.
— Ale jak?
Michał westchnął głośno, upił jeszcze jeden, solidny łyk, po czym odłożył szklankę na stolik.
— Zrobiłem to — wyjaśnił.
— Co?
— Skończyłem ze sobą.
Pokręciłem głową.
— Co ty pierdolisz, stary? — wymamrotałem. Lokal zaczął wirować, a ja poczułem nieprzyjemny ścisk w gardle.
— Skoczyłem z mostu — odpowiedział. — Stanąłem na krawędzi i skoczyłem. A potem się obudziłem.
Wychodziło