Email jest krótki, ale zawieram w nim wszystko. Całą historię. Co drugie zdanie zaznaczam, że wiem, jak to brzmi i proszę o wyrozumiałość. Piszę Karolewiczowi, że jest dla mnie ostatnią szansą na znalezienie odpowiedzi. Może uda mu się ustalić, co stało się ze mną i Michałem. W mailu pytam o komputer, o którym wspominał kiedyś w podkaście. O maszynie, która może rozwiązać każdą zagadkę. Może ona wyjaśni mi, jak działa ten wszechświat.
Na końcu daję namiar do siebie, pomimo tego, że nie liczę na jakąkolwiek odpowiedź. Nie mam nic do stracenia. Najwyżej wyląduję w spamie.
Siedzę w kawiarni ze słuchawkami wciśniętymi w uszy, chociaż nic w nich nie leci. Zagłuszam tak gwar kawiarni starając się zrelaksować przed powrotem do piekła. Podświadomie pewnie liczę na to, że pojawi się tutaj Michał. Oddałbym wszystko, żeby znowu go zobaczyć. Marzę by w końcu pogadać z kimś, kto mnie zrozumie.
Nagle czuję wibracje w kieszeni. Sprawdzam telefon. Dzwoni zastrzeżony numer.
— Słucham?
— Dzień dobry. — Słyszę po drugiej stronie. — Marek Karolewicz, Stany Nieokreślone.
Serce nagle przyspiesza swój rytm. Nie wierzę, że do mnie zadzwonił.
— Halo? — Mówi chrypliwy głos.
— Tak. Tak, dzień dobry.
— Czy to pan do mnie napisał?
Potwierdzam i dziękuję mu za to, że nie olał mojej wiadomości. Przyznaję, że