Ziterowani — strona 5 z 40

w śmierdzącym dymie dlatego, że nie bywa tam nikt inny z mojej firmy. Mam dzięki temu chwilę spokoju. Nikt mnie o nic nie pyta.

Jak Malwina? Jak Marcelinka? Nie sika już do łóżka?

Chryste, ile można?

Dlatego wolę spędzać czas sam. Cisza i brak towarzystwa mnie odstresowują.

Wracam do „pracy”. Tworzę parę projektów ulotki dla jakiegoś nowego parabanku, po czym ulatniam się z biura kilkanaście minut przed formalnym końcem roboty.

Niestety, po drodze dopada mnie Bartek. Pyta, czy nie skoczymy sobie może na browarek. Umysł przecina mi gwałtowna błyskawica. Słyszę grzmot z tyłu głowy.

— Nie dam rady — odpowiadam automatycznie. — Mam podjechać z małą do behawiorystki — kłamię.

— Ach. Musimy się kiedyś złapać!

— Oj, musimy — potwierdzam.

Rozchodzimy się na parkingu, ruszając do swoich aut. Podchodzę do czarnego BMW, wyciągam kluczyk z kieszeni i odblokowuję centralny zamek. Słyszę piknięcie, ale gdzieś z tyłu, za plecami. Obracam się na pięcie. Klikam kluczyk jeszcze raz i znowu słyszę piknięcie — w czarnym BMW stojącym kilka aut dalej. Obok mnie zatrzymuje się szare Audi Bartka. Otwiera szybę i pyta, czy znowu się zagapiłem. Uśmiecham się szeroko jak idiota.

— Co się ostatnio z tobą dzieje? — pyta żartobliwie mój niby znajomy.

Wzruszam ramionami w przesadny, komiczny