w śmierdzącym dymie dlatego, że nie bywa tam nikt inny z mojej firmy. Mam dzięki temu chwilę spokoju. Nikt mnie o nic nie pyta.
Jak Malwina? Jak Marcelinka? Nie sika już do łóżka?
Chryste, ile można?
Dlatego wolę spędzać czas sam. Cisza i brak towarzystwa mnie odstresowują.
Wracam do „pracy”. Tworzę parę projektów ulotki dla jakiegoś nowego parabanku, po czym ulatniam się z biura kilkanaście minut przed formalnym końcem roboty.
Niestety, po drodze dopada mnie Bartek. Pyta, czy nie skoczymy sobie może na browarek. Umysł przecina mi gwałtowna błyskawica. Słyszę grzmot z tyłu głowy.
— Nie dam rady — odpowiadam automatycznie. — Mam podjechać z małą do behawiorystki — kłamię.
— Ach. Musimy się kiedyś złapać!
— Oj, musimy — potwierdzam.
Rozchodzimy się na parkingu, ruszając do swoich aut. Podchodzę do czarnego BMW, wyciągam kluczyk z kieszeni i odblokowuję centralny zamek. Słyszę piknięcie, ale gdzieś z tyłu, za plecami. Obracam się na pięcie. Klikam kluczyk jeszcze raz i znowu słyszę piknięcie — w czarnym BMW stojącym kilka aut dalej. Obok mnie zatrzymuje się szare Audi Bartka. Otwiera szybę i pyta, czy znowu się zagapiłem. Uśmiecham się szeroko jak idiota.
— Co się ostatnio z tobą dzieje? — pyta żartobliwie mój niby znajomy.
Wzruszam ramionami w przesadny, komiczny