Staram się myśleć, że jest teraz w lepszym miejscu, ale szczerze mówiąc, wcale nie jestem tego pewien.
Ksiądz wygłasza kazanie. Potem zbieramy się na cmentarz. Stajemy nad trumną i, przecierając łzy, obserwujemy, jak powoli znika w ziemi. To na pewno nie jest zakończenie, o jakim marzyłem.
Odejście Michała nie daje mi spokoju. Dzień po dniu próbuję zakopać je w pamięci, ale za każdym razem jego wspomnienia wracają do mnie jeszcze wyraźniej. Czuję się jednocześnie zły na niego, jak i winny jego śmierci. Próbuję dociec w myślach, czemu to zrobił. Co tym razem mu nie pasowało? A może chciał to zakończyć raz na zawsze? Może dlatego wybrał pociąg zamiast mostu?
To miało być szczęśliwe zakończenie. Rozchodzimy się w kawiarni i żyjemy swoimi życiami, wykorzystując nasze drugie, czy któreś tam szanse.
Po cholerę tu wracał? Dlaczego nie mógł tego zostawić w spokoju, jak sam mi zresztą kazał? Pytania te nie opuszczają mnie nawet na chwilę. Życie codzienne staje się nierealne i przypomina dziwaczny sen.
Nie jestem w stanie tego dłużej wytrzymać. Poczucie winy, codzienne problemy, monotonia, żal. Moja egzystencja staje się karykaturą szczęśliwego, ułożonego życia. Wszystko mnie drażni. Nic już nie sprawia przyjemności. To jest ten moment. Przegrałem. Nie wiem, czy czas i miejsce mają jakieś znaczenie, ale postanawiam nie ryzykować. Po pracy wsiadam w samochód i ruszam w trasę do mojego rodzinnego miasta, na stary most przecinający wąwóz. Tam, gdzie to