Ziterowani — strona 17 z 40

w porwanych dresach i poplamionej koszulce. Wstyd. To był już okres, kiedy mi całkowicie przestało zależeć. Stałem się obrazem nędzy, rozpaczy i całkowitej rezygnacji.

Mruknąłem „cześć” łamiącym się głosem. Wyciągnięta dłoń lekko drżała, zdradzając tym historię poprzedniego wieczoru. Miałem ochotę zapaść się na miejscu pod ziemię.

Na początek zamieniliśmy kilka nic nieznaczących zdań.

Co słychać? Jak życie? Co tutaj robisz?

Okazało się, że Michał przyjechał do miasta, aby odwiedzić rodziców. Nie miał żadnych konkretnych planów, więc zaprosił mnie na piwo.

— Nadrobimy zaległości — powiedział.

Głupio mi było odmówić. Poza tym samotność coraz gorzej na mnie wpływała. Musiałem się wyrwać z chaty. Nie pamiętałem już, kiedy ostatni raz wyszedłem gdzieś na miasto. Michał okazał się więc niespodziewanym wybawieniem.

Spotkaliśmy się w małym pubie blisko centrum. Nie mieliśmy zbyt dużego wyboru, bo tego typu lokali zostało w naszym rodzinnym mieście już tylko kilka. Michał opowiedział mi sporo o sobie. Żył dokładnie tak, jak ja chciałem wtedy żyć. Dobra praca, podróże, kobiety. Same sukcesy. Po prostu perfekcja.

Wszystko zaś, co ja mówiłem o sobie, przepuszczałem przez różowy filtr, bo za wszelką cenę chciałem uchronić resztki godności. Michał słuchał mnie, lekko się przy tym uśmiechając. Nie kupował mojego udawanego, pogodnego tonu. Prawda była taka, że mieszkałem sam, w niewielkiej